top of page

ADHD w świecie zbudowanym pod inny rytm

Zdjęcie autora: Marta Skiba
Marta Skiba
29 gru 2024
5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 18 mar

Są ludzie, którzy przez życie idą jak pociąg po rozkładzie.

Peron, godzina, sygnał, odjazd.

Są też tacy, których ruch bardziej przypomina pogodę nad morzem: raz nagłe słońce, raz sztorm, raz pełna cisza, a potem fala, która nagle niesie wszystko naraz.

I przez długi czas to właśnie tych drugich próbowano przekonać, że problem polega na tym, że nie są pociągiem.


Jeśli żyjesz z ADHD, bardzo możliwe, że znasz to uczucie aż za dobrze.

Masz w sobie energię, pomysły, błysk skojarzeń, zdolność wejścia w coś po uszy. Potrafisz zobaczyć połączenia tam, gdzie inni widzą tylko przypadkowe punkty. Umiesz rozpędzić się do prędkości, przy której świat nagle robi się zbyt wolny. A jednocześnie możesz ugrzęznąć na rzeczy tak banalnej, że wstyd nawet o niej opowiadać.

Nie dlatego, że jesteś leniwa.

Nie dlatego, że za mało chcesz.

Tylko dlatego, że Twój mózg nie reaguje na świat według tych samych kodów, które uznano za standard.


Wyobraź sobie zwykły dzień.

Na biurku leży zadanie do zrobienia. Nic spektakularnego. Ot, jedna wiadomość, jeden formularz, jedna poprawka, jeden telefon. Z zewnątrz wygląda to jak drobiazg. Ale Twój układ reaguje tak, jakby ktoś kazał Ci przepchnąć szafę przez framugę o dziesięć centymetrów za wąską. Niby się da. Niby to tylko szafa. Niby inni jakoś to robią. A Ty już po samym spojrzeniu czujesz opór.


W tej samej chwili obok pojawia się temat, który Cię obchodzi.

I nagle wszystko się zmienia.

Jesteś błyskawicznx. Obecnx. Ożywionx. Godzina znika jak pięć minut. To nie jest brak możliwości. To jest zupełnie inny mechanizm dostępu.

I właśnie w tym miejscu pęka najpopularniejszy mit o ADHD.


Nie chodzi o prosty niedobór uwagi.

Chodzi o uwagę, która nie daje się przywołać na gwizdek.

O system, który uruchamia się przez sens, ciekawość, intensywność, ryzyko, relację, nowość a nie przez sam fakt, że coś „wypada” albo „powinno być już zrobione”.

Problem zaczyna się wtedy, gdy cały świat dookoła zorganizowano pod inny rodzaj działania.

Szkoła oczekuje siedzenia, równego tempa i posłuszeństwa wobec dzwonka.

Praca oczekuje ciągłości, przewidywalności i powtarzalnej wydajności.

Relacje często oczekują stałości reakcji, punktualności emocjonalnej i zachowań, które da się łatwo odczytać.

System nagradza to, co gładkie.

ADHD z definicji gładkie nie jest.


I zamiast zapytać:

jak działa ten człowiek, kiedy naprawdę ma dostęp do swojej mocy?

świat zadaje inne pytanie:

jak sprawić, żeby nie odstawał?


W tym sensie wiele osób z ADHD od dzieciństwa żyje w lekkim, ale stałym sporze z rzeczywistością. Nie z samym życiem. Z jego formatem.

Słyszą:

za dużo

za szybko

za intensywnie

za chaotycznie

za głośno

za wrażliwie

za późno

za wcześnie

nie tak

A potem latami próbują przepisać siebie na język, który jest bardziej akceptowalny dla otoczenia.


To właśnie wtedy zaczyna się maskowanie.

Czasem bardzo subtelne.

Nie widać go na pierwszy rzut oka.

To raczej seria mikroruchów: gryzienie się w język, żeby nie przerwać, ukrywanie ekscytacji, udawanie, że wszystko jest „pod kontrolą”, zgadzanie się na styl pracy, który rozregulowuje Cię od środka, milczenie tam, gdzie aż Cię nosi, żeby powiedzieć prawdę.

Maska ma swoją cenę.

Nie płaci się nią od razu.

Często dopiero wieczorem.

W bezsenności.

W rozdrażnieniu.

W poczuciu winy, które nie ma konkretnej przyczyny, tylko unosi się nad Tobą jak ciężkie powietrze przed burzą.


Właśnie dlatego nie wystarcza mi język „objawów”.

Jest zbyt wąski.

Za mało w nim życia.

Za mało w nim człowieka.


ADHD nie dzieje się w laboratorium.

Dzieje się w kuchni, kiedy trzy rzeczy kipią naraz.

W pracy, kiedy od rana masz w głowie dwanaście kart otwartych jednocześnie.

W relacji, kiedy jedno nieuważne zdanie zostaje z Tobą na dwa dni.

W domu, kiedy chcesz odpocząć, ale układ nerwowy nadal kręci się jak wentylator bez wyłącznika.

I jeszcze jedno: nie kupuję opowieści, że ADHD to wyłącznie problem.

To po prostu za małe słowo na zbyt szerokie zjawisko.


Bo wraz z tym całym chaosem bardzo często idzie coś, czego nie da się nauczyć na szkoleniu z kompetencji miękkich: błyskawiczne kojarzenie, twórcza odwaga, nieszablonowość, hiperfokus, intuicja, ogromna zdolność do wchodzenia w rzeczy całym sobą. To nie są ozdobniki. To realne jakości. Tyle że one nie zawsze wyglądają elegancko w świecie, który kocha wykresy, procedury i równy chód.


I tu właśnie pojawia się to pytanie, które dla mnie jest dużo ważniejsze niż cała debata o etykietach:

czy naprawdę problemem jest sam sposób działania mózgu,

czy raczej to, że próbujemy wepchnąć go w środowiska, które nie mają dla niego ani przestrzeni, ani języka, ani cierpliwości?


Bo można bez końca pracować nad sobą.

Można kupować kolejne notesy.

Można optymalizować poranki, aplikacje, listy zadań, nawyki i techniki oddechowe.


Ale jeśli funkcjonujesz w miejscu, które stale wymaga od Ciebie tłumienia własnego rytmu, przycinania intensywności i udawania, że Twój sposób działania nie istnieje to grasz mecz na boisku ustawionym pod kogoś innego.

Nie chodzi mi o to, żeby teraz zamienić ADHD w nową mitologię wyjątkowości.

Nie każdy musi być geniuszem.

Nie każdy ma zostać wizjonerem, który zmieni branżę.

To też byłaby przemoc, tylko w bardziej błyszczącej wersji.


Mnie interesuje bardziej przyziemna rewolucja.

Taka, w której człowiek zaczyna rozumieć, jak naprawdę działa jego własny układ.

Kiedy ma energię.

Co go gasi.

Jakie warunki go rozpraszają, a jakie go niosą.

Przy kim się rozkręca, a przy kim kurczy.

Co jest jego chaosem, a co jest po prostu cudem niestandardowego myślenia, którego nikt wcześniej nie nauczył go używać.


Dla jednych to będzie zmiana pracy.

Dla innych negocjowanie warunków.

Dla jeszcze innych pierwszy raz powiedzenie: „nie, tego nie zrobię w takim trybie”.

Czasem zaczyna się od drobiazgu: słuchawek wyciszających, ruchu między zadaniami, zgody na pracę w blokach zamiast w jednostajnym marszu, odejścia od wstydu związanego z tym, że potrzebujesz inaczej niż większość.


To wszystko nie brzmi widowiskowo.

Ale właśnie w takich miejscach przesuwa się życie.

Nie wierzę w świat, który nagle stanie się idealnie dostrojony do osób z ADHD.

Za ciężkie są te wszystkie konstrukcje. Szkoły. Firmy. Społeczne oczekiwania. Mit „porządnego człowieka”, który wszystko robi równo i na czas. To nie zmieni się od jednego apelu.


Ale wierzę, że można przestać oddawać temu bez walki całą definicję siebie.

Można przestać pytać wyłącznie:

co jest ze mną nie tak?

I zacząć pytać inaczej:

jak działa mój umysł, kiedy nie jest cały czas ścigany?

jakie warunki pomagają mi być bliżej siebie?

z czego naprawdę chcę być lojalnx, a co jest tylko cudem odziedziczonego przymusu dopasowania?


To są inne pytania.

Bardziej dorosłe.

Mniej posłuszne.

Może właśnie od nich zaczyna się życie, w którym nie musisz już bez końca próbować stać się kimś łatwiejszym dla świata.


Może wcale nie chodzi o to, żebyś nauczyłx się chodzić po sznurku, skoro Twój dar polega na tym, że widzisz most tam, gdzie inni widzą tylko przepaść.


 Bo nie każdy mózg został zbudowany do jazdy po wytyczonych torach.

Komentarze


bottom of page